FastBuds Muzyka Słuchaj teraz

Historia automatycznych odmian opowiedziana przez The Joint Doctor

1 sierpnia 2023
Wszyscy kochamy automaty, a The Joint Doctor był pierwszym, który udostępnił je komercyjnie – 20 lat temu.
1 sierpnia 2023
20 min read
Historia automatycznych odmian opowiedziana przez The Joint Doctor

W tym odcinku Sasha, znany jako Joint Doctor, będzie naszym gościem w Fast Buds Talks. Oczywiście rozwikłamy tajemnicę powstania pierwszych Automatów oraz dowiemy się, dlaczego nazwał swoją odmianę Lowryder. Porozmawiamy też o tym, jak niesamowite są obecnie nowoczesne automatyczne odmiany, i co może przynieść przyszłość. 

Przeczytaj pełny zapis tej wyjątkowej rozmowy poniżej lub obejrzyj nagranie, jeśli wolisz wersję wideo!

 

Wersja wideo tej niesamowitej rozmowy z Joint Doctor, twórcą legendarnej automatycznej odmiany konopi Low Ryder.
 

Sebastian Good: Gdzieś jest 4:20 i bardzo się cieszę, że jesteście dziś z nami na tym wyjątkowym odcinku Fast Buds Talks, bo dziś mam tutaj konopne „królewskie” towarzystwo. Tak, Sasha, Joint Doctor osobiście jest tutaj ze mną. Jak się masz, Sasha? 

 

Sasha: Bardzo dobrze, dzięki. A Ty, Sebastian?

 

Sebastian Good: U mnie świetnie. Przed chwilą rozmawialiśmy poza anteną. Oboje doświadczamy fali upałów. Ja jestem w południowej Hiszpanii. Gdzie teraz się relaksujesz? 

 

Sasha: Jestem w Quebecu, na wschód od Montrealu. 

 

Quebec jest jedną z trzynastu prowincji i terytoriów Kanady.

Quebec jest jedną z trzynastu prowincji i terytoriów Kanady.
 

Sebastian Good: Okay. Poczekaj chwilę, bo musiałem się tu ogarnąć. To chyba niedaleko miejsca, skąd pochodzisz, prawda? 

 

Sasha: O tak. Mieszkam dosłownie niedaleko miejsca, gdzie się wychowałem. Jestem tu już od kilku lat. Wróciliśmy z żoną i kupiliśmy małą farmę. To naprawdę urocza okolica, tuż przy granicy z Vermont. 

 

Sebastian Good: Super. Brzmi naprawdę pięknie. Zwłaszcza teraz – lato, wiosna, jesień... A co z zimami? Ja nie przepadam za dużym chłodem. Tam chyba potrafi być naprawdę zimno, co? 

 

 

 

W trudnych warunkach klimatycznych warto wybierać odporne genetyki, takie jak nasze Gorilla Cookies.
 

 

Sasha: Tak, bywa zimno. Może spaść do -30 stopni. To maksymalny mróz. Czasami w styczniu lub lutym jest naprawdę srogo. Ale mamy mnóstwo śniegu, więc nie brakuje zimowych aktywności. Zwłaszcza tu, w Quebecu, uwielbiamy sport zimowy, hokej, narty, wszystko, co związane z lodem. Więc naprawdę lubię zimę. Nawet dorabiam w weekendy na stoku narciarskim dla kondycji i ruchu.

 

Sebastian Good: Tak, wspominałeś o tym na Spannabis, chyba wtedy mówiłeś, że pracujesz na stoku. Sam miałem kiedyś wizę turystyczno-pracowniczą do Kanady. To było jakieś 12 lat temu. Może to był błąd, a może nie, bo w Nowym Jorku poznałem przyszłą żonę, po 10 dniach, po trzech miesiącach pobraliśmy się. Efekt: nigdy nie dotarłem w końcu do Kanady na tamtą wizę, a chciałem dorabiać na wyciągu, mieć karnet za darmo i jeździć na snowboardzie kiedy tylko chcę. 

 

Joint Doctor i Sebastian Good na Spannabis 2023

Joint Doctor i Sebastian Good na Spannabis 2023.
 

Sasha: Dokładnie o to chodzi! Naprawdę niesamowicie jest pracować w górach i być blisko przyrody. Nieważne, jaka pogoda. I najważniejsze: możesz szusować, kiedy chcesz. 

 

Sebastian Good: A twoja żona też jest stąd? Bo to jest fantastyczne, że możecie mieć rodzinę blisko, czego akurat ja z żoną nie mamy, bo oboje jesteśmy z innych krajów. Ale Wy macie rodzinę i to najpiękniejsze.

 

Sasha: To był jeden z głównych powodów powrotu tu, bo trochę wędrowaliśmy. Moi rodzice i cała sieć przyjaciół są blisko. Organizujemy nawet własny letni festiwal. Nie wiem, czy Ci o tym mówiłem.

Nazywa się Shazam Fest. Odbędzie się już w następny weekend. Organizują go moi bliscy, brat, ja, sporo wolontariuszy. To festiwal na cały weekend: muzyka, akrobaci, różne atrakcje na farmie naszej rodziny, u rodziców. Jeśli ktoś będzie w okolicy, warto zajrzeć na Shazam Fest. 

 

Sebastian Good: Chciałbym być, ale cóż, jestem jakieś 8 tys. km stąd. Raczej się nie uda, ale muszę się kiedyś wybrać i odwiedzić znajomych, których poznałem dzięki konopnej społeczności. Rozmawiamy na Instagramie, chcę ich odwiedzać, zobaczyć jak uprawiają, i oczywiście przetestować ich zioło. 

 

Sasha: Jasne! Jeśli się tu pojawisz, zapraszam – oprowadzę cię po branży, zarówno po legalnej jak i tej nieoficjalnej, przedstawię odpowiednim osobom.

 

Sasha w swoim growroomie.

Sasha w swoim growroomie.
 

Sebastian Good: Przyjmuję to zaproszenie, na pewno kiedyś wpadnę, zadzwonię i powiem: Sasha, jestem, biorę kamerę i zrobimy zabawę dla społeczności.

 

Sasha: Jasne. 

 

Sebastian Good: Pracujesz oczywiście nad projektami Doctor's Choice i Lowryder, do których zaraz wrócimy. Ale jesteś też zaangażowany w wiele projektów konopnych. Nad czym obecnie pracujesz? 

 

Sasha: Aktualnie działam w zakładzie przetwórczym, który założyło dwóch moich przyjaciół z Montrealu, firma J2Science. Zatrudnili mnie do opracowania kilku produktów, głównie haszyszu. To dziedzina, na której się znam. Sam produkuję hasz od lat, głównie z przyciętych liści i produktów ubocznych uprawy. 

 

Sebastian Good: Jaki rodzaj haszu robisz – dry sift, bubble hash? 

 

Sasha: Tutaj robimy bubble hash, tylko z czystej wody i bardzo dobrej jakości trymu, z odmiany Black Cherry Punch. To jeden z naszych flagowych produktów.

Sebastian Good: Brzmi pysznie.

 

Sasha: Jest naprawdę dobry – bardzo mocny, testy wskazują poziom powyżej 70% THC. To ręcznie robiony hasz, którego nie da się odtworzyć na skalę masową. Naprawdę nie ma na to sposobu. 

 

Sebastian Good: Właśnie o to chodzi. Masowo produkowana marihuana nigdy nie będzie tak dobra jak rzemieślnicza. To nie tylko miłość w nią włożona, ale też doświadczenie ludzi. To robi różnicę.

 

Sasha: Zdecydowanie. Ważne jest, żeby wiedzieć, skąd pochodzi twoja marihuana. Po legalizacji myślano, że wszystko będzie robione w wielkich zakładach i ręczna praca zniknie. Ale ludzie nie chcą masówki. Nie chcą przemysłowej trawy. To zupełnie inna jakość.

 

Sebastian Good: To zaczyna się już od uprawy. Nawet AI nie zastąpi oka dobrego hodowcy – rozpozna on niedobory potasu czy inne potrzeby rośliny i odpowiednio zareaguje. I na końcu – kto chce marihuanę ciętą maszyną, skoro ręczne przycinanie daje inny efekt? 

 

Sasha: Dokładnie. Teraz znów wraca się do małych producentów, bo wiele wielkich firm upadło. Ale małym wciąż ciężko wejść na rynek. Tak to wygląda obecnie.

 

The Joint Doctor ze swoimi roślinami.

The Joint Doctor ze swoimi roślinami.

 

Sebastian Good: Tak jest ze wszystkim, nie tylko z konopiami. Jak pojawia się legalizacja i duże pieniądze, pieniądze zaczynają rządzić. Na szczęście konsumenci coraz bardziej świadomie wybierają jakość – jesteśmy na dobrej drodze. 

 

Sasha: Zgadza się. Od lat staram się zająć pozycję, by móc produkować nasiona na rynek kanadyjski.

Od małej medycznej uprawy przeszedłem do prób wejścia na legalny rynek i wprowadzenia moich nasion i Doctor's Choice do Kanady.

Jednak jeszcze nie wszystko się udało. Pracuję nad czymś nowym, nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów dopóki wszystko nie zostanie zalegalizowane, ale lada moment powinny być wieści. Mamy tu, razem z kilkoma partnerami, obiekt, który będzie inkubatorem dla marek nasion wchodzących do Kanady. Takich marek jak Doctor's Choice, ale nie tylko. 

 

Sebastian Good: Czyli musi być miejsce produkcji nasion na miejscu, tak wymagają przepisy?

 

Sasha: Otóż to. Można importować produkty konopne wyłącznie do celów badawczych. Jeśli chcesz sprzedawać w Kanadzie, musisz produkować tutaj. 

 

Sebastian Good: Chyba podobnie jest w Tajlandii i takie rozwiązania są planowane też w Niemczech. Mam nadzieję, że kiedyś uda się to rozwiązać tak jak w przypadku papierosów czy alkoholu, które są dostępne wszędzie, bo mają lobby. My nie mamy takiego wpływu. 

Sasha: To byłoby coś. A co z aspektem społecznym? Przynajmniej w Hiszpanii jest ten społeczny model – dużo bardziej sensowny niż w Kanadzie. Tu możesz kupować, to jest skomercjalizowane, nie zalegalizowane. Wiesz, o co chodzi? 

 

Legalność konopi na świecie wg stanu na 2023 r.

Legalność konopi na świecie wg stanu na 2023 r.

 

Sebastian Good: To bardzo cienka granica. Nadal jest rynek szary i czarny, bo mali producenci nie mogą wejść do systemu, a rynek przejmują korporacje i wielkie pieniądze. Lubię model hiszpański, ale brakuje mi przejrzystego limitu: np. cztery kwitnące rośliny na osobę i wszystko jasne, a nie szara strefa, gdzie może jest ok, a może nie. Zawsze mogą zapukać i zabrać rośliny. I choć najwyżej grozi grzywna, to jednak jest to stres. Ty miałeś o wiele cięższe doświadczenia w tej sprawie. Jest jedno pytanie, które chciałem zadać na początku: Czemu Joint Doctor? Skąd ta ksywka? 

 

Sasha: Dobre pytanie. Nie wiem, czy ktoś już mi je zadawał, ale muszę wrócić do czasów studenckich. Miałem jakieś 20 lat, uprawiałem już rośliny i znany byłem z zamiłowania do zioła. Pewnego razu z kolegą Paulem na stoku narciarskim, w śnieżycy, skręciłem jointa na samym szczycie. Byłem znany z umiejętności kręcenia jointów. Kiedyś naprawiłem źle skręconego jointa u kolegi i on powiedział: „Stary, jesteś joint doctorem”. I tak już zostało. 

 

Sebastian Good: Świetna historia. 

 

Sasha: Używałem tego też jako pseudonimu DJ-a, bo przez kilka lat grałem głównie reggae na imprezach. Pisałem pod tą ksywką też artykuły, bo nie chciałem wtedy ujawniać prawdziwego nazwiska. 

 

Sebastian Good: Ja do dziś nie używam prawdziwego nazwiska. Good nie jest moim nazwiskiem. A moja prawdziwa ksywka jest Phil Good. Też mogłem tak zrobić! 

 

Sebastian Good na AWC-2022.

Sebastian Good na AWC-2022.
 

Sasha: No tak, Dr. Phil Good już był. 

 

Sebastian Good: Wróćmy do twojej przeszłości. Masz fascynujące rodzinne tło. Twoi rodzice też wyprowadzili się z miasta na wieś, chcieli lepszego, zdrowszego życia. Podobnie myślałem, chociaż nie mam jeszcze własnej farmy. Czy to prawda? 

 

Sasha: Dokładnie. Moi rodzice przeprowadzili się na wieś, kiedy się urodziłem. Jak wielu hipisów wtedy, chcieli żyć zdrowo, uprawiać własne jedzenie, być bardziej samowystarczalni. Kupili małą farmę, hodowali kozy. I tak miałem nietypowe dzieciństwo. W tym wszystkim obecne były konopie, bo ich znajomi często nas odwiedzali, panowała swobodna atmosfera. Moi rodzice byli wobec nas szczerzy. Ojciec zanim sam zainteresowałem się konopiami, już je uprawiał. Niestety miał przez to problemy z prawem i trafił na rok do więzienia, gdy miałem 11 lat. 


Musiałem wtedy bardziej pomagać na farmie, ale to była dla rodziny trudna lekcja. Ojciec po wyjściu wyszedł w świetnej formie, zaczął biegać przełajowo, cała rodzina wzięła się za sport. Ja nie paliłem, ale pomagałem ojcu w uprawie – podlewałem rośliny i tak dalej. To była kontynuacja jego dziedzictwa, bo był znany z najlepszego zioła w okolicy. 

Musisz zrozumieć, że w latach 70. niewiele osób jeszcze tu uprawiało. To była głównie importowana, „nasionowa” trawa. Więc jego roślina była czymś wyjątkowym i nadal jest moim wielkim fanem. Jeździ ze mną na konferencje, testuje moje rośliny w swoim ogrodzie.

 

Sasha wygłasza prelekcję na konferencji.

Sasha wygłasza prelekcję na konferencji.

 

Sebastian Good: Świetny „test grower”. Mam nadzieję, że kiedyś też będę testował swoje odmiany dla rodziny. U nas w domu też konopie nie mają złych konotacji. Mój syn ma pięć lat, czasem pyta, trzeba mu tłumaczyć i być ostrożnym. Dla mnie bardzo ciekawe było, że twoja rodzina żyła ekologicznie zanim to stało się modne. 

 

Sasha: Tak, wtedy dopiero to się zaczynało. Rodzice interesowali się biodynamiką, wdrażali te zasady. Ojciec zaangażował się w lokalny ruch ekologiczny. Pomagał zakładać Organic Crop Improvement Association, międzynarodową organizację, która rozpoczęła certyfikacje ekologiczne. Ojciec podróżował certyfikować plantacje kawy w Peru i wiele innych. Dziś żywność bio to norma, ale on był od początku tego ruchu. 

 

Sebastian Good: Myślisz, że to – poza umiejętnością usuwania samców zanim zapylą samice – sprawiło, że jego zioło było wyjątkowe? Moim zdaniem ekologiczne uprawy dają lepszy smak ziół. 

 

Sasha: Oczywiście, jestem o tym przekonany. Jeśli coś spożywasz albo palisz, chcesz mieć czyste składniki, a dbanie o glebę, środowisko i bezpieczeństwo pracujących jest kluczowe. 

Sebastian Good: Prywatnie też nie używam żadnej chemii – mój syn nadal wkłada różne rzeczy do buzi, wolę nie ryzykować. Fajnie patrzeć, jak biega po ogrodzie, zbiera robaki, przynosi do mamy, a ona ucieka. Wiemy, że to właściwa droga wychowania. 

 

Sasha: Super! Ma zadatki na małego naukowca-przyrodnika. 

 

Sebastian Good: To mnie cieszy, bo wiem, że dobrze wybraliśmy wyprowadzkę z miasta. Pandemia tylko przekonała żonę. Siedzenie osiem tygodni z dzieckiem w czterech ścianach? „Muszę mieć ogród i przestrzeń!” – stwierdziła i nie było odwrotu. 

 

Miejsce Sebastiana wśród natury.

Miejsce Sebastiana wśród natury.
 

Sasha: Wiele osób poczuło jak Ty. To ta sama siła, która popchnęła moich rodziców w latach 70. do powrotu do ziemi, do bardziej zrównoważonego życia. Sama dostępność do natury pomaga. Jeśli siedzisz w mieście, to ciężko, wszyscy mamy w sobie zamiłowanie do przyrody, niektórzy po prostu jeszcze tego nie odkryli. 

 

Sebastian Good: Uprawianie czegoś to już inna więź z rośliną.

Jak sam coś zasiejesz i wyhodujesz, nabiera to innego smaku. 

 

Sasha: Zawsze tak jest, nie tylko z konopiami – wszystko, czemu poświęcisz miłość i trochę codziennej troski, potem daje wyjątkowy efekt. 

 

Sebastian Good: 100%. Jeszcze raz: twój ojciec został skazany i nie było go rok. Jak to wpłynęło na twoje relacje z konopiami i władzami? Ja nie przeżyłem czegoś takiego, ale sam patrząc na policję, myślę raczej o zagrożeniu niż pomocy – bo wiem, że konopie są nielegalne, mogą mnie zatrzymać. Ty widziałeś to jako dziecko. Jak to na ciebie wpłynęło? 

Sasha: Tak samo miałem przez większość życia. To wydarzenie zaszczepiło mi lęk przed policją, przed władzami. Byłeś już częścią spisku, czy chciałeś czy nie. Trzeba uważać, co komu się mówi, co się robi. Najmniej chciałem skończyć w więzieniu. Szukałem więc bezpiecznego sposobu, by pracować z ukochaną rośliną.

Wszystkie działania wykonywałem bardzo ostrożnie. Miałem szczęście – niewiele problemów, choć nie obyło się bez nerwowych sytuacji. Dziś cieszę się, że nie żyję już w strachu, bo przez wiele lat chodziłem po cienkiej linii. Teraz, jeśli coś się wydarzy, jestem gotowy to przyjąć, wiem że to nie koniec świata – nie mamy do czynienia z twardymi narkotykami. 

Ostatnie lata, dzięki legalizacji, mogę pokazać twarz, podać prawdziwe nazwisko. Dobrze reprezentować środowisko. 

 

Sebastian Good: Teraz masz lepiej w Kanadzie, ja w Niemczech bym się na to nie zdecydował. W Hiszpanii mam najwyżej sześć-siedem roślin – nie pokazuję w kraju, gdzie to nielegalne. Marzyłoby się mieć sto roślin i wielką uprawę, ale ja teraz zabezpieczam tylko siebie. Częściowo przez strach. A kiedy naprawdę zakochałeś się w konopiach, że chciałeś iść w tę stronę? Wcześniej tylko pomagałeś ojcu?

 

Ogród domowy Sebastiana.

Ogród domowy Sebastiana.
 

Sasha: Moje życie zmienił wypadek motocyklowy w wieku 16 lat – potem długo dochodziłem do zdrowia. Wtedy wujek zapoznał mnie z paleniem. To pomogło mi wyjść z własnej skorupy i radzić sobie z bólem. I wtedy zaczęliśmy razem uprawiać. 

 

Sebastian Good: Ciekawe. 

 

Sasha: Mieliśmy niezłe genetyki, np. nasiona Sensi Seeds, Big Bud. On był doświadczonym growerem, nauczyłem się od niego wiele. Uprawialiśmy partyzancko w lesie, to było ekscytujące – blisko natury, o poranku z workiem kompostu na plecach. Produkt był świetny, wszyscy chcieli mojej trawy. To była przygoda, stało się stylem życia latem, bo poza sezonem studiowałem. 

 

Sebastian Good: U mnie też pierwsze rośliny były guerrilla, niestety zniknęły. Nie miałem gdzie uprawiać, póki mieszkałem z rodzicami, i trzymałem zioło w tajemnicy. Ale ty, mimo przeprowadzek, nigdy nie przestałeś uprawiać?

Sasha:

Dokładnie. Dlatego właśnie pojawił się Lowryder i auto – to roślina, którą możesz zabrać wszędzie, uprawiać wszędzie, nieważne czy w domu zimą czy na ogrodzie latem, nie wymagała dużo pracy.

Byłem wtedy w Vancouver w kluczowym czasie – po szkole dołączyłem do dziewczyny w Vancouver, wtedy miasto było wyjątkowo tolerancyjne dla konopi. 

 

Sebastian Good: To były też czasy, gdy Jorge tam był, zanim przeniósł się do Europy, wszyscy byli tam. 

 

Jorge Cervantes i Cristian Medina z Fast Buds na Spannabis 2023.

Jorge Cervantes i Cristian Medina z Fast Buds na Spannabis 2023.

 

Sasha: Tak, Jorge był tam od początku. Był też Marc Emery, nazywał się Księciem Zioła, prowadził sklep z nasionami i nie miał problemów z policją, bo Vancouver miało większe problemy np. z twardymi narkotykami. W tej atmosferze zaczęło powstawać wiele firm konopnych. Zacząłem wtedy pisać artykuły do magazynu Cannabis Culture Marca Emery'ego.

Później pojawiła się okazja wyjazdu do Polski na studia nad konopiami włóknistymi. 

 

Sebastian Good: Słyszałem, że robiłeś tam doświadczenie porównawcze? 

 

Sasha: Tak, wtedy miałem już rodzicieli Lowrydera – to była jedna z odmian, które testowałem. Zabrałem różne geny i mogłem przeprowadzić porównawczy test w szklarni podczas drugiego roku pobytu w Polsce.

Badałem konopie włókniste, ale wiedzieli, że interesują mnie THC odmiany.

Zarezerwowano mi część szklarni, choć zaczynaliśmy późno, ale okazało się, że jedna z roślin, zwana wtedy Willy's odd lub Willy's automatic, zakwitła błyskawicznie. To była matka Lowrydera, choć jeszcze nie wiedzieliśmy, co mamy w rękach. 

 

Sasha podczas studiów nad konopiami w Polsce, 1996.

Sasha podczas studiów nad konopiami w Polsce, 1996.

 

Sebastian Good: Ale zanim odejdziemy za daleko, powiedzmy wprost o Lowryderze, bo tu zaczyna się twoje dziedzictwo. To już 20 lat, od kiedy Lowryder trafił na rynek?

 

Sasha:

Zgadza się. Od 2003 r., sprzedaliśmy pierwszą partię nasion – to była pierwsza generacja Lowrydera. Ale projekt zaczął się kilka lat wcześniej.

 

Sebastian Good: Co sprawiło, że z uprawy kwiatów przestawiłeś się na nasiona i breeding? Skąd zainteresowanie krzyżowaniem? 

 

Sasha: Zawdzięczam to głównie starszemu znajomemu, Antonio, Meksykaninowi rastamanowi, pełnemu wiedzy i niesamowitej energii. To jeden z mentorów, których miałem szczęście znać. Poza tym uprawiałem z ojcem, partyzancko z wujem, a Antonio miał ogromną kolekcję nasion. Jedną z nich była tzw. Mexican ruderalis. 

 

Sebastian Good: Słynny Mexican Rudy, przodek automatów. To właśnie jest baza twojego projektu? 

 

Sasha: Dokładnie.

Mexican ruderalis był jednym z jego nasion, a unikalne było to, że latem, kiedy nikt nie miał trawy, u Antonio wisiały już do suszenia małe rośliny, które zakwitły i dojrzały bardzo szybko.

Kwitła w środku lata i była już gotowa. Antonio nazwał to Mexican Rudy. Smaczne, lekkie, ale mieliśmy co palić. 

 

Sebastian Good: Lepszy rydz niż nic! 

 

Sasha: Prawda! Nie wiedzieliśmy jeszcze, jak to działa, ale Antonio podarował mi nasiona i mojemu kumplowi Christianowi. Przenosząc się z farmy do akademika i mieszkań, szukałem roślin szybkich, niewielkich, ukrytych. 

 

Sebastian Good: To jasno wyjaśnia. Mniejsze, szybsze, dyskretne rośliny, łatwiejsze do ukrycia w mieście. 

 

Sasha: Dokładnie. Interesowałem się tworzeniem kompaktowych odmian. Przed Lowryderem miałem różne projekty, ale to Lowryder po latach krzyżówek się wyłonił. 

 

Sebastian Good: Czyli zaczęliście eksperymenty z Christianem, krzyżując różne odmiany, tworząc hybrydy? 

 

Zdjęcia z archiwum Sashy.

Od lewej: rodzina Sashy na farmie Shazam (1981); pierwsza plantacja na farmie; Antonio. Zdjęcia z archiwum Sashy.
 

Sasha: Tak, mieliśmy wspólne mieszkanie, podzieliliśmy pokój – on miał swoje rośliny, ja swoje. On bardzo zorganizowany, ja chaotyczny. Krzyżowaliśmy wszystko ze wszystkim.

Między krzyżówkami był ruderalis skrzyżowany z William's Wonder, Northern Lights #2 i wieloma innymi. 

 

Sebastian Good: I trzymałeś te nasiona na potem czy od razu testowałeś?

 

Sasha: Na małą skalę próbowałem wyselekcjonować coś wartościowego na rynek. 

 

Sebastian Good: Jasne. 

 

Sasha: Wtedy myśleliśmy, że to będzie coś nowego i prostego do uprawy dla każdego. Nie wiedzieliśmy, że stworzymy nową kategorię konopi. 

 

Automaty ewoluowały w coś dużo większego niż ktokolwiek przypuszczał.

Automaty ewoluowały w coś dużo większego niż ktokolwiek przypuszczał.

 

Sebastian Good: Kiedy już miałeś te nasiona, od razu nadałeś im nazwę? Czy dopiero po testach w Polsce? 

 

Sasha: Nasiona zabrałem do Polski, to była pierwsza generacja. Przy F1 automaty skrzyżowane z normalnymi zakwitają szybciej, ale nie są jeszcze automatyczne. Pełna automatyczność wróciła po dwóch-trzech pokoleniach – to była krzyżówka ruderalis, Northern Lights i William's Wonder, a później inbred. W Polsce zrobiłem ten inbred, potem wróciłem do Kanady, do Saskatchewan, gdzie pracowałem przy uprawach konopi siewnych i dalej selekcjonowałem odmiany po godzinach.

 

Rekordowa plantacja konopi siewnych, Saskatchewan ok. 2000 r.

Rekordowa plantacja konopi siewnych, Saskatchewan ok. 2000 r.
 

 

Sebastian Good: Jasne. 

 

Sasha: Uprawiałem w piwnicy u kolegi Dave’a, fotografa, który wszystko dokumentował. Używaliśmy 24h światła na fluorescencyjnych lampach – po dwóch tygodniach kilka maleńkich roślin zaczęło kwitnąć, co nas zaskoczyło. Zostawiliśmy te rośliny i zapomnieliśmy o reszcie. 

 

Sebastian Good: Skrzyżowałeś samce z samicami, które też wcześnie zakwitły?

 

Sasha: Tak, z samicami, które zaczęły kwitnąć tydzień–dwa później. Całą populację z cechą auto zostawiliśmy i dzięki temu następne pokolenie było w pełni automatyczne. Nie znałem się na genetyce, uczyłem się w praktyce. Wtedy nie nazywaliśmy tego jeszcze Lowryder tylko Willy's automatic. 

 

Stare zdjęcia Lowrydera. Zdjęcia z archiwum Sashy.
 

Sebastian Good: Od William's Wonder – to była twoja ulubiona.

 

Sasha: Tak, smak williego przewijał się w tych pokoleniach Willy's automatic. Niedługo potem zmieniliśmy nazwę na Lowryder – zainspirował mnie magazyn Lowrider na temat samochodów, zmieniliśmy tylko „i” na „y”, dla oryginalności, bo w linii był wątek meksykański.

 

Sebastian Good: Czyli wtedy już było auto, zacząłeś selekcję. Jak długo to zajęło? Chyba Internet już zaczynał ułatwiać promocję? 

 

Sasha: To zaczynało się na bardzo małą skalę. Internet właśnie stawał się istotny. Promowałem Lowrydera na forach typu overgrow.com, prowadziłem nawet swoje Hybrid. Wieść rozeszła się błyskawicznie. 

 

Sebastian Good: Hybrid – prowadziłeś je. Wszyscy rozmawiali o automatach i to rozpaliło wyobraźnię nowicjuszy. 

 

Sasha: Właśnie. Nowi growerzy byli najbardziej zainteresowani, bo łatwość uprawy pozwalała każdemu założyć własny stash. Nie trzeba było mieć doświadczenia. 

 

Sebastian Good: Jak to wpłynęło na czarny rynek? Zacząłeś od razu selekcję i dalszą ewolucję?

 

Sasha: Tak, choć popełnialiśmy błędy. Skala była bardzo mała, dochodziło do inbredu. Pierwsze generacje Lowrydera miały doskonały smak william’s wonder, ale duże zróżnicowanie – niektóre rośliny były za małe lub dziwne. Dlatego tworzyłem nowe wersje, np. Diesel Ryder, Chronic Ryder, z świeżą krwią. 

 

Sebastian Good: I wtedy powstał Lowryder 2? 

 

Sasha: Tak. Lowryder 2 to wersja, którą większość zna i próbowała. To hit wszech czasów – skrzyżowałem oryginalnego Lowrydera z brazylijską Santa Maria o niesamowitym smaku. Lowryder 2 był mocniejszy, bardziej stabilny, lepszy – i to on naprawdę zdobył sławę. 

 

Sebastian Good: Wtedy to były jeszcze regularne nasiona, czy już feminizowane? 

 

Sasha: Zaczęliśmy od regularnych, dopiero po latach opanowaliśmy feminizację.

 

Sebastian Good: I to wciąż była działalność w szarej strefie? 

 

Sasha: Tak, absolutnie. 

 

Sebastian Good: A co się zmieniło z licencją medyczną – czy dała ci ulgę oraz możliwość rozwoju hodowli?

Sasha: Tak. Przez kilka lat miałem licencję producenta medycznego – wyznaczeni pacjenci, którym mogłem dostarczać ziele. Nie był to typowy biznes, ale dawało ochronę – mogłem zainwestować w szklarnię, nie bać się policji, o ile ilość roślin pokrywała się z licencją. Atmosfera była coraz bardziej tolerancyjna, choć rola growera-medykalnego była wyzwaniem. Skupiałem się na breedingu i tworzeniu nowych odmian, ale to samo w sobie stało się oddzielną pracą.

 

Sasha aka Joint Doctor

"Szczerze mówiąc, bycie growerem medycznym bywało uciążliwe, bo traktowałem to poważnie."

 

Sebastian Good: Rozumiem. Czasami własna uprawa to przyjemność, ale jak zaczynasz robić dla innych, to już kolejne wyzwanie. 

 

Sasha: Właśnie. Czujesz presję – masz licencję, więc trzeba wycisnąć z uprawy maksimum. Pacjenci zwykle nie mieli wiele pieniędzy, często trzeba było pracować za darmo i na boku robić swoje selekcje. Ale najfajniejsze było, że mogłem otwarcie uprawiać i robić swoistą turystykę konopną — znajomi zaglądali do szklarni, mogli pooglądać rośliny i pogadać.

 

Sebastian Good: Kiedyś muszę przyjechać na tour po szklarni Joint Doctora! Ale ta cała legalizacja to ciężki temat. 

 

Sasha: Tak, poszli za daleko z regulacjami – traktują konopie jak truciznę czy chemiczne zagrożenie. Bezsensowne koszty i masa biurokracji. Każda porcja dla klienta w osobnym plastikowym opakowaniu – to szaleństwo. 

 

Sebastian Good: To marnotrawstwo, a potem nawet produkt jest gorszy. Ja trzymam zioło w zwykłych szklanych słoikach z Boveda i jest świeże miesiącami. W plastiku szybko się kruszy... Szkoda.

 

Sasha: Dokładnie, odbiera to cały urok. Walka jeszcze się nie skończyła. 

 

Sebastian Good: Nie, walka nie skończy się nigdy. Ważne, że o tym rozmawiamy – nawet w krajach, gdzie to nielegalne. Dobrze, że są edukatorzy i że napędzamy gospodarkę poprzez uprawy. To zdrowa branża. Ludzie coraz bardziej to rozumieją. 

 

Dagga DNA i Fast Buds na Spannabis 2023.

Dagga DNA i Fast Buds na Spannabis 2023.

 

Sasha: To dzięki ludziom takim jak ty wiedza się rozprzestrzenia. 

 

Sebastian Good: Edukacja i walka z piętnem. Nie mogę zalegalizować, ale mogę obalić uprzedzenia. Kiedy na stole jest alkohol, nikt nic nie chowa. Ale grinder i paczki z ziołem już muszę ukryć przed dziećmi. A przecież alkohol na stole nikogo nie dziwi.

 

Sasha: Święta racja. Nie jestem prawdziwym doktorem, choć moja matka nim jest... Ale czuję się „doktorem cannabis” honoris causa! 

 

Sebastian Good: To ci oficjalnie przyznam: doktor honoris cannabis! 

 

Sasha: Brzmi dobrze. 

 

Sebastian Good: Jak się czułeś, gdy Lowryder stał się sensacją? Pracując w Fast Buds wygrałem AutoFlower World Cup, co mnie cieszy. Ale dla ciebie Lowryder to osobista historia, własna genetyka, własne dziecko... Co czułeś wtedy i dziś?

 

Sebastian Good wygrał AWC-2023 na Tropicana Cookies Auto od Fast Buds.

Sebastian Good wygrał AWC-2023 na Tropicana Cookies Auto od Fast Buds.
 

Sasha: To ekscytujące – nie wszyscy znali mnie osobiście, ale znali to, nad czym pracowałem. Inni breederzy zaczęli mnie szanować i traktować jak równego sobie. Poznałem elity świata konopi, jak Simona z Serious Seeds i innych legendarnych breederów. Ale wciąż chcę robić więcej – to nie koniec drogi. 

 

Sebastian Good: Zawsze jest coś do zrobienia. Ale największą wartością jest nowa generacja breederów, którzy na bazie Lowrydera tworzą coś własnego. Jak się z tym czujesz? 

 

Sasha: To najbardziej niesamowite – Lowryder był takim przełomem, momentem Eureka. Dziś utalentowani hodowcy biorą tę genetykę i wynoszą ją na nowe poziomy, robią lepsze i większe automaty. Ja jestem tylko jedną osobą. Nigdy nie zrobię wszystkiego. Są lepsi breederzy i growerzy, ale najważniejsze to, że to żyje własnym życiem. 

 

Sebastian Good: I oby nikt nie próbował tego opatentować. Jeśli chodzi o współczesne odmiany typu autoflower – dziś odpaliłem Devochka, zgadza się? 

 

Sasha: Tak, poprawnie. 

 

Sebastian Good: Testuję różne odmiany, ale nasze jak Gorilla Cookies czy Strawberry Gorilla, Tropicana Cookies naprawdę robią wrażenie. Jak oceniasz współczesne odmiany?

 

Sasha: Sposób, w jaki dziś promuje się nasiona, jest bardzo innowacyjny i dynamiczny. To nowa generacja – wszystko rozwija się dużo szybciej, jak w branży muzycznej.

Nic nie powstaje w próżni – każda idea ma swoje inspiracje.

Teraz wszystko to remiksy, miksuje się, rozwija błyskawicznie.

 

Społeczność wokół automatów rozrosła się dynamicznie w ostatniej dekadzie.

Społeczność wokół automatów rozrosła się dynamicznie w ostatniej dekadzie.

 

Sebastian Good: Jesteśmy szczęściarzami, bo cykl życia automatów jest krótki, więc można ciągle robić selekcje. To trzyma breederów w gotowości, bo nie można latami sprzedawać tych samych klonów. Rynek rozwija się błyskawicznie. 

 

Sasha: Wiesz to z własnego doświadczenia.

Fast Buds jest bardzo innowacyjne, wprowadza nowe odmiany cały czas. Dobrze wpisaliście się w ten dynamiczny marketing.

Inaczej nie da rady – trzeba nadążać za rynkiem.

 

Sebastian Good: Jest też ogromne zapotrzebowanie – nie tylko na automaty. Cenię gen automatyczny za łatwość i szybki obrót, ale też mamy różnorodność smaków. Kalifornijskie odmiany deserowe to już od dekady zupełnie nowy świat. Truskawka, czereśnia, banana purple punch – wygląda i smakuje jak kosz owoców. To niesamowite.

Sasha: To właśnie fascynuje. Gdy zioło rzeczywiście smakuje jak owoc – rewelacja. 

 

Sebastian Good: I do tego moc – wciąż słyszę, że automaty są słabsze. Ale Strawberry Gorilla od Fast Buds zdobyła 28,417% na American Autoflower Cup. I co teraz powiedzieć?

 

Freegrow8 wygrał American Autoflower Cup na Strawberry Gorilla Auto od Fast Buds.

Freegrow8 wygrał American Autoflower Cup na Strawberry Gorilla Auto od Fast Buds.

Sasha: Temat zamknięty, prawda? Już nie o to chodzi.

 

Sebastian Good: Dokładnie! Przejdźmy dalej – na Instagramie śledzę Canamatoes z Kanady – hoduje tylko automaty, często Fast Buds. Ma autosy w 60-litrowych workach pod 24h światłem, plon jedna roślina = 1 funt suszu. Kto mówi, że automaty są małe? Dziś nowoczesna genetyka to kosmos! Jako juror AWCu widziałeś takie przypadki? 

 

Sasha jako juror na Autoflower World Cup 2023 razem z Vince And Weed.

Sasha jako juror na Autoflower World Cup 2023 razem z Vince And Weed.
 

Sasha: Ogólny poziom odmian był niesamowity – podniósł się bardzo. Ocena była bardzo trudna. Jestem fanem fioletowych kolorów, Purple Punch wyglądał zachwycająco, jak oryginalny pheno. 

 

Sebastian Good: Pewnie zauważyłeś moje Tropicana Cookies – ciemne, prawie czarne i bardzo obsypane żywicą, zwycięzca. 

 

Sasha: O, tak, to musiała być ta odmiana. Testowaliśmy „w ciemno”, więc dopiero potem się dowiedziałem, co to było. 

 

Sebastian Good: Musiałeś być nieźle zjarany po ocenie tylu odmian! 

 

Sasha: Jeszcze nigdy nie byłem tak zjarany! Przetestowałem 20-30 odmian w 24 godziny, a potem wywiady i media... Ale po prostu było super. 

 

Sebastian Good: Właśnie dlatego dziś jestem trzeźwy i skupiony – żeby wywiad był konkretny, nie odlatuję. To ważne przy takich rozmowach. 

 

Sasha: Dokładnie, też tak mam. Trzeba wiedzieć, kiedy jest odpowiedni moment. 

 

Sebastian Good: W AWC byłeś pradziadkiem automatycznych odmian, a sam wygrałeś – czyjeś uprawione Doctor's Choice 1 zdobyło drugie miejsce w kategorii Sativa. 

 

Sasha: Tak, byłem zaskoczony. 

 

Wygrana Sashy na AWC-23

DC #1 od Doctor's Choice zdobyło drugie miejsce w kategorii „Najlepsza Sativa”.
 

Sebastian Good: Nawet nie wiedziałeś, że twoja odmiana została zgłoszona jako próbka? 

 

Sasha: Nie wiedziałem, nawet testując nie wiedziałem, że to mój strain. Dopiero po ogłoszeniu wyników. Miło było otrzymać oficjalne uznanie i statuetkę. Bardzo się cieszę, impreza była świetna. 

 

Sebastian Good: To była fajna impreza, dużo sędziów z całego świata, różne środowiska.

Wspaniale, że przy okazji Spannabis mogą odbywać się mniejsze konkursy, otwarte dla wszystkich – międzynarodowa publika i wystawcy, można po prostu wziąć udział. 

W dodatku dostęp dla każdego, zero opłat – możesz spróbować swoich sił i ewentualnie wygrać. 

 

Sasha: Dokładnie. 

 

Joint Doctor na AWC-23

Joint Doctor na AWC-23.
 

Sebastian Good: Sasha, jak wyobrażasz sobie automaty za 5, 10, a nawet kolejne 20 lat? Trudne pytanie. 

 

Sasha: Mam nadzieję, że będzie więcej pracy nad innymi kannabinoidami, profilami kannabinoidów. Już nie tylko THC, ale także specyficzne kombinacje TCH, CBD, CBG, większa stabilność smaków.

 

Sebastian Good: Wciąż są opinie, że automaty są słabsze, gorsze. Czy piętno będzie maleć? 

 

Sasha: Już bardzo zmalało. U zwykłych ludzi już nie ma piętna. Starzy hodowcy może się nie przekonają, ale to nie szkodzi. Dla komercyjnych upraw wciąż dominuje fotoperiod, bo łatwiej zachować identyczność. Ale wraz z rozwojem stabilizacji uważam, że komercyjny rynek otworzy się na automaty. Ale to wymaga czasu. 

 

Nowoczesne automaty są zupełnie inne niż pierwsze generacje i przewyższają większość fotoperiodów.

Nowoczesne automaty są zupełnie inne niż pierwsze generacje i przewyższają większość fotoperiodów.
 

Sebastian Good: To przyjdzie. Myślę też, że wiele zależy od podejścia growera – ci po fotoperiodach często przesadzają, a nowicjusz lepiej radzi sobie z automatem, bo nie kombinuje aż tak. 

 

Sasha: Dokładnie. Tu chodzi o nastawienie. Sposobów na uprawę jest wiele. 

 

Sebastian Good: Masz radę nr 1 dla osób uprawiających automaty? Jak uzyskać lepsze efekty?

 

Sasha: Zgadzam się z tym, co sugerowałeś – nie przesadzaj! Ucz się roślin, nie przesadź z nawożeniem, bo sam sobie zaszkodzisz. Obserwuj swoje rośliny i poznaj ich potrzeby. Każda sytuacja jest inna.

Sebastian Good: Zdecydowanie – nie przesadzaj, nie przekarmiaj, daj im spokój. Baw się i kochaj roślinę – to zawsze wyjdzie w kwiatostanach. 

 

Sasha: Jestem za małą ingerencją przy cięciu i trenowaniu automatów. To jedna z przewag – wystarczy dać im dobry start, wszystko, czego potrzebują od początku, bo cykl jest krótki.

 

Sebastian Good: Tak jest.

Na przykład używam suchych nawozów typu super soil, mieszam wszystko od początku, potem tylko podlewam kompostową herbatą. Top dress dodaję od razu, nie ma co czekać.

Roślina sama znajdzie w glebie to, co jej potrzebne, nie trzeba kombinować – na tym polega piękno tej metody. 

 

Plusy i minusy żywej gleby.

Plusy i minusy żywej gleby.
 

Sasha: Dokładnie. Naucz się czytać roślinę – jeśli ma niedobory, np. azotu, reaguj na sygnały. Ale nie przesadzaj. 

 

Sebastian Good: Jedna z growerek zapytała, jakie trzy odmiany wziąłbym na bezludną wyspę – ona sama też uprawia świetne zioło. Pytała na Instagramie, uznałem pytanie za ciekawe. 

 

Sasha: Kilka razy się nad tym zastanawiałem – chyba wolałbym worek pomieszanych nasion, niczym nieopisanych. Miałbym wtedy szeroki genotyp i mógłbym wybrać te, które najlepiej sprawdzą się na wyspie. 

 

Sebastian Good: Świetna odpowiedź! Sam mam w lodówce pudełko pełne różnych genów – nawet jeśli nie skiełkują, to sam fakt, że są daje spokój. Wiem, że mam materiał na lata eksperymentów, jeśli zajdzie taka potrzeba. 

 

Sasha: Znam to uczucie. Mam dokładnie tak samo. 

 

Sebastian Good: Obyśmy się wkrótce zobaczyli na żywo! Rozmowa z Tobą to była przyjemność – mamy połączenie Kanada–Hiszpania, a cała społeczność może to obejrzeć. Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy się osobiście, bo na takich wydarzeniach jak Spannabis można rozwinąć skrzydła, poznać pasjonatów i pogadać z innymi fanami rośliny. 

 

Sasha: To daje mnóstwo energii! Ludzie mówią „dzięki”, testują twoje nasiona i dzielą się historiami. Czuję, że rodzina się powiększa. Na co dzień to żmudna praca, ale kontakty z takimi ludźmi jak Ty dodają skrzydeł. 

 

Sasha przy stoisku na Spannabis 2023.

Sasha przy stoisku na Spannabis 2023.
 

Sebastian Good: Może wpadnę do Pragi. Jedziesz na Cannafest? 

 

Sasha: Tak, będę na Cannafest w Pradze. Byłoby świetnie się spotkać. 

 

Sebastian Good: Mam nadzieję, że uda mi się dojechać – nie byłem w Pradze od 12 lat. To piękne miasto i wyjątkowe przeżycie na targach, tu poznajesz pasjonatów i ludzi z branży. 

 

Sasha na Cannafest 2019.

Sasha na Cannafest 2019.
 

Sasha: Wiele dobrego z konopi wynika ze wspólnej pasji, nie z nastawienia na zysk. Może następnym razem pogadamy o jakiejś współpracy, szczególnie z myślą o Kanadzie – wielu ucieszyłoby się z Waszych nasion!

 

Sebastian Good: O to chodzi – w tym roku na Spannabis to było szczególnie widoczne. Atmosfera kooperacji coraz lepsza, choć konkurencja napędza nas do rozwoju. Razem robimy coś dla rośliny i to najważniejsze. 

 

Sasha: Od razu widać, kto trzyma się w branży z pasji, a kto szybko się wykruszy. Najlepsi zostają na dłużej i traktują się jak rodzina. To najbardziej cenię. Powodzenia w twojej pracy! 

 

Sebastian Good: Dzięki, Tobie również! I pamiętaj: gdzieś zawsze jest 4:20! 

 

Sasha: Dzięki za rozmowę, na zdrowie! Zawsze gdzieś jest 4:20. 

 

Sebastian Good: Dzięki wielkie. 



Comments

Nowy komentarz
Brak komentarzy


Select a track
0:00 0:00